..
Prus Lalka, Tom 2 rozdział 6 |
WIEJSKIE ROZRYWKI
Z kwadrans upłynął, zanim upakowano rzeczy w powozie. Nareszcie Wokulski i baron usiedli, furman w piaskowej liberii machnął batem w powietrzu i para dzielnych siwych koni ruszyła wolnym kłusem.
- O, panią Wąsowską rekomenduję panu - mówił baron. - Brylant, nie kobieta, a jaka oryginalna!. Ani myśli iść drugi raz za mąż, choć lubi pasjami, ażeby ją otaczano. Trudno jej, panie, nie uwielbiać, a uwielbiać rzecz niebezpieczna. Starskiemu płaci dzisiaj za wszystkie jego bałamuctwa. Pan zna Starskiego? - Widziałem go raz. - Dystyngowany człowiek, ale nieprzyjemny - mówił baron - antypatia mojej narzeczonej. Tak działa jej na nerwy, że biedaczka traci humor w jego towarzystwie. I nie dziwię się, bo to są wprost przeciwne natury: ona poważna - on letkiewicz, ona uczuciowa, nawet sentymentalna - on cynik. Wokulski słuchając gawędy barona oglądał się po okolicy, która powoli zmieniała fizjognomię. W pół godziny za stacją ukazały się na widnokręgu lasy, bliżej wzgórza; droga wiła się między nimi, wbiegała na ich szczyty lub spadała na dół. Na jednym z takich wzniesień furman zwrócił się do nich i wskazując batem przed siebie rzekł: - O, państwo tam jadą brekiem. - Gdzie? kto? - zawołał baron, prawie wspinając się na kozioł.- A tak, to oni. Żółty brek i gniada czwórka. Ciekawym, kto jedzie? Niech no pan spojrzy. - Zdaje mi się, że widzę coś pąsowego odparł Wokulski. - A, to pani Wąsowska. Prus Lalka, Tom 2 rozdział 6 fragment 20 |
| 2008-11-07 18:31:04 |